- Lydio Clarro Morgan. Oczywiście spóźnienie.
No tak. Jakże by inaczej.
Po rozmowie z ojcem wzięła rower i jak najszybciej pojechała do szkoły.
Szatnia była jak na złość zamknięta, a dozorca za nic nie chciał jej otworzyć.
- Otwiera się na sam koniec. Przerwy pierwszej oczywiście.
Uśmiechnął się złośliwie, po czym wziął miotłę i zaczął zamiatać. Spojrzała na niego ze wściekłością i odpowiedziała:
- Profesor Snape nie byłby zadowolony.
On także popatrzył na nią z nienawiścią, ale ta już się odwróciła i szła korytarzem.
" Przeklęty zwolennik Potter'a. Na swoje nieszczęście mam matematykę" - pomyślała.
Była dobra. Problem jednak tkwił w nauczycielu. I za nic nie chciał się rozwiązać.
Chyba każdy ma lub miał chociaż jednego nauczyciela. Ale ten się wyróżnia.
Przynajmniej dla Lydii.
Mówi się na takich double-dealing. Raz jest miły, sprawiedliwy, ma dobry humor.
A kiedy indziej uczniowie wolą mu nie podpadać. Gdy chodzi korytarzem robią mu przejście.
Nie wiem czy jego samoocena wtedy spada, czy wzrasta, ale zachowuje się jakby był najmądrzejszy na świecie. Bierze do rąk wskaźnik i maszeruje po klasie. Łypie na nich okiem i bierze do odpowiedzi bez konkretnego celu. Niektórzy myślą, że jest schizofrenikiem. Ona jednak się nie wtrąca. Mogą wyniknąć z tego jakieś kłopoty. Gdy weszła do klasy, starała się ocenić w jakim jest stanie. Na szczęście w tym pozytywnym. Trochę się speszyła, gdy wypowiedział jej nazwisko. Ale zaraz się uśmiechnął i poprosił by usiadła na miejscu. Po czym skończył to, co zaczął.
- Tak więc, jak już wiemy, potęgowanie to skrócony zapis mnożenia. Zanim nasza droga koleżanka nam przeszkodziła, wykonywaliśmy również zadanie pierwsze ze strony trzydziestej drugiej. Proszę otworzyć zeszyty i je dokończyć.
Wysłuchała go, po czym spytała się swoją najlepszą przyjaciółkę, która siedziała obok:
- Mary, odpisał ?
Ona zdziwiona obróciła się do niej, podparła głowę na ramieniu i wpatrywała się w nią dosyć mętnym spojrzeniem.
- Kto ?
- Jak nie wiesz kto ... No ON.
- Aha ... Przepraszam. Ale zanim ci odpowiem, wiedz, że ja twierdzę, iż ty mnie najprościej w świecie wykorzystujesz.
- Co ? Ja ?... Ależ skąd. To jest normalne w moim wieku, że chcę wiedzieć, co jakiś chłopak myśli o mnie.
- Jakiś ? Wczoraj był dla ciebie całym światem... Na te kilka minut przerwy. A do tego ten "jakiś chłopak" mieszka koło mnie, tak się składa.
- Och, ty wredna ...
- Dziewczyny! Jak tam zadanie pierwsze ? - przerwał jej nauczyciel.
- Bardzo dobrze panie Anderson. - odpowiedziała dźwięcznie Mary.
Lydia zastanawiała się, jak można mieć tak delikatny głosik. Do tego Mary mówiła wolno, co robiło na prawdę duże wrażenie. Jej najlepsza przyjaciółka była oczywiście jej rówieśniczką. Miała blond włosy, niebieskie oczy i drobną posturę. Nic, tylko myśleć że to prawdziwy elf siedzi z nią ławce !
Niestety lubi się droczyć. I nie zapomina.
- No i widzisz, jak to jest, gdy się nie uważa na lekcji - uśmiechnęła się. - Weź się lepiej za naukę.
- Ok, ale nie odpowiedziałaś mi na moje pytanie.
- Dobrze ,, Odpowiem. Odpisał.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i Mary spakowała swoje rzeczy i wyszła.
Lydia zagapiła się, ale to nadrobiła. Także wzięła swoje rzeczy i wybiegła z klasy w chwili gdy pan Anderson już miał zamykać.
- Na wszystko się pani dzisiaj spóźnia, pani Morgan.
- Tak, zauważyłam.
***
Mimo że sytuacja była dość prosta, nie udało się jej wyciągnąć niczego więcej.
Taka była Mary. Spróbuje jutro. Może się uda.
Gdy wróciła do domu, wrzuciła plecak do szafy, ponieważ nie chciała by coś przypominało jej ten obiekt, szkołę. Zeszła na dół i zapukała w drzwi piwnicy. Po chwili otworzył jej dziadek.
- Wnuczka, a co ty taka zdołowana ? Choć tu do mnie.
Przepuścił ją i weszła do środka. Jak zwykle było dość ciemno, ale statystycznie powinna zaraz wszystko widzieć.
- Lydio, a może chodzi o tego chłopaka ?
- O jakiego chłopaka, dziadku ?
- No tego, co mówiłaś, że się tobą interesował.
Usiadła na jednym z krzeseł. Tym, ze starego samochodu mamy.
- Nic nie wiem. Mary jak zwykle nie chce nic powiedzieć.
- Och ... Dokładnie taka jak babcia. Posłuchaj ... Wszystko się wyjaśni. Nie przejmuj się tym.
- Ależ dziadku, ja się tym nie przejmuję. Chcę tylko wiedzieć, o co mu chodzi - zaprotestowała.
- No dobrze .. Mam o nim nie wspominać ?
Spuściła wzrok i odpowiedziała:
- Jak chcesz...
Widząc to, postanowił jednak zmienić temat.
- A wiesz ... Zrobiłem coś dla ciebie.
- Co ? ...
- Masz, zobacz, leży na stoliku.
Wstała i podeszła do niego. To co tam leżało, było dziwnie powyginane, ale miało jakiś sens.
- Wiesz co to ? Ramka na zdjęcie. Z twojego starego roweru.
- Dziadku ! To ty go miałeś ? ...
- No tak. Stał tu sobie, a mi się nudziło. Nie gniewasz się ?
- Ależ skąd .. Jest cudna. Jak zwykle.
Uśmiechnęła się i go przytuliła. Odwzajemnił ten gest.
Ale nagle przypomniała sobie o tej fotografii, którą znalazła pod szafą.
- Dziadku ... Mam taką sprawę.
- Tak ?
- Nie będę owijać w bawełnę. Dzisiaj rano znalazłam zdjęcie ... Przedstawiało mężczyznę i kobietę. Może wiesz, kto to ?
Dziadek wyraźnie spochmurniał. Było widać, że nad czymś się zastanawiał. Jego wzrok był nie obecny i nie poruszał się.
- Dziadku, coś się stało ?
Nagle się jakby ocknął, i powiedział:
- Pokażesz mi to zdjęcie ? O ile jeszcze je masz.
- Mam je ... Zaraz przyniosę.
Wstała i poszła do swojego pokoju. Co tak go zaniepokoiło ? Przecież to zwykłe zdjęcie.
A właśnie, jeśli chodzi o nie ... Zniknęło. Dosłownie. Nie było go na biurku.
- No nie ... Nie spadło, nie wyparowało. To gdzie jest ?
poniedziałek, 23 września 2013
czwartek, 12 września 2013
Time, cz. 1
Hejo,
dziękuję za wsparcie przy imaginach o One Direction.
Ruszyłam w końcu moje 4 litery, i aktualnie piszę nową opowieść.
Zwiastunu nie będzie, bo mi wystarczy, że będziecie ją czytać i oceniać.
Powiem tylko, że to będzie związane z jedną z największych tajemnic wszechświata. Czasem ...
____________________________________________________________________________
Jestem normalną nastolatką, która prowadzi zwykłe życie. Dopiero inne, lecz podobne czynniki spowodują, że wszystko się zmieni. Zapraszam do mojej nieźle zwariowanej historii.
***
Ta wiosna jest bardzo ciepła. Ludzie nie kryją się w swoich domach, tylko śmiało wychodzą na ulicę, przy której znajduję się moc kawiarenek. Prawie każde miejsce jest zajęte. Śpieszą się, żeby wziąć za darmo Times'a i wypić świeżą kawę. Mówią, że kiedyś jakiś poeta usiadł po drugiej stronie i namalował całą tą sytuację. Niestety nie ma dowodów ...
Można usłyszeć już jak śpiewają ptaki, jak dzieci krzycząc bawią się na placu zabaw. Jedno z nich, mała dziewczynka o brązowych włosach, wyróżnia się spośród nich. Jest nieśmiała i trzyma się na uboczu.
Starsza pani podeszła do niej.
- Lydia, choć do nas, proszę. - powiedziała.
Spojrzała krzywo w bok.
- Ja chcę do dziadka ...
Lekko przerażona przedszkolanka odpowiedziała jej, jakby z przyzwyczajenia.
- Kochanie, jesteś teraz w przedszkolu. A dziadek ... robi pewnie to co zwykle. Chodź ze mną do reszty dzieci.
- Nie.
Spojrzała na nią twardo. Chyba postanowiła kolejny raz jej odpuścić. Niepotrzebnie się denerwowała. Tak jest za każdym razem.
- Dobrze, ale pamiętaj ... Nie oddalaj się od nas. Nie popełnij tych samych błędów, co twój dziadek.
Odwróciła się i odeszła.
"Co ona sobie myśli ... ? Całe miasto uważa, że jej ukochany dziadek jest ... dziwadłem. Dlaczego ? Czasami tylko słychać jakieś trzaski z piwnicy, gdzie trzyma swoje skarby. A poza tym jest bardzo fajny ...
Mama mówi że jest wielkim wynalazcą. Tylko tacie i innym nic nie pasuje. Twierdzą, że nic nigdy nie osiągnął, ani nie osiągnie. I jest chorym dziwakiem. Nie wiem co to znaczy. Usłyszałam, jak tak do niego mówili. Później płakał i zamknął się z powrotem w piwnicy. Jeszcze go przeproszą. I dostaną za swoje ..." - pomyślała dziewczynka.
***
11 lat później ...
- Mamo, zostało mi 10 minut !
Lydia chodziła po swym pokoju i sprawdzała czy przypadkiem czegoś nie zapomniała wziąć.
Spięła włosy, gdy zauważyła że jej długopis spadł pod szafkę z ubraniami.
Schyliła się, i wśród kurzu zauważyła że oprócz niego, jeszcze coś tam leży.
- Co to jest ... ? Ble ... ile tu kurzu ...
Była to stara fotografia. Przedstawiała młodego mężczyznę i uśmiechnięta kobietę, w podobnym wieku.
- Chm ... wygląda jak dziadek, ale ta kobieta ... No cóż, może później zapytam o te zdjęcie.
Położyła je na biurko, wzięła plecak i przypomniała sobie, że nie się z nim nie pożegnała.
Zbiegła po schodach, otworzyła drzwi do piwnicy i wśród ogólnego hałasu zawołała go.
Nie odpowiedział. "No tak, pewnie znowu próbuję przyspawać tamten zderzak do jego samochodu." - pomyślała. Zepsuł się, i jest trochę zdenerwowany, bo przerwał sobie pracę nad jego "wynalazkiem życia".
Nie będę mu przeszkadzać.
Zamknęła drzwi i delikatnie się wycofała. W pokoju obok jej ojciec jeszcze spał. A przynajmniej miała taką nadzieję.
Obróciła się, i niestety właśnie on za nią stał. Przełknęła ślinę.
- O boże, tato! Obudziłam cię ... ?
Spojrzał na nią wymownie.
- Obudzić, to mało powiedziane. Pracuję codziennie 10 godzin, żebyś miała co jeść, i za co kupować nowe książki, więc chociaż chcę się wyspać! - wycedził - Może to tylko twój ... kochany dziadek znowu coś psuje w naszej zatrutej piwnicy, ale po cholerę otwierałaś te drzwi, i stałaś tam jak głupia, wiedząc że ja chcę się wyspać, a stamtąd dochodzą bardzo nie miłe odgłosy.
- Och, tato ... Przepraszam. Ale ja tylko chciałam się z nim pożegnać.
- Nie rób tak więcej.
- Dobrze, tato.
Spojrzała w dół. Zaległa kilkusekundowa cisza, po czym ojciec przytulił córkę. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Lydia, ja po prostu nie chcę, żebyś była taka jak on.
Wysunęła się z jego objęć.
- Tato, to moja rodzina, tak samo jak ty. A poza tym, nie możesz decydować o tym, jaka jestem i jaka będę. I wybacz mi, ale idę do szkoły.
Wzięła plecak, i zdenerwowana wyszła z domu.
Jest już spóźniona, a do tego będzie miała zły humor przez niego. Ale nie zapomniała o tajemniczym zdjęciu.
Wszystko po szkole ...
dziękuję za wsparcie przy imaginach o One Direction.
Ruszyłam w końcu moje 4 litery, i aktualnie piszę nową opowieść.
Zwiastunu nie będzie, bo mi wystarczy, że będziecie ją czytać i oceniać.
Powiem tylko, że to będzie związane z jedną z największych tajemnic wszechświata. Czasem ...
____________________________________________________________________________
Jestem normalną nastolatką, która prowadzi zwykłe życie. Dopiero inne, lecz podobne czynniki spowodują, że wszystko się zmieni. Zapraszam do mojej nieźle zwariowanej historii.
***
Ta wiosna jest bardzo ciepła. Ludzie nie kryją się w swoich domach, tylko śmiało wychodzą na ulicę, przy której znajduję się moc kawiarenek. Prawie każde miejsce jest zajęte. Śpieszą się, żeby wziąć za darmo Times'a i wypić świeżą kawę. Mówią, że kiedyś jakiś poeta usiadł po drugiej stronie i namalował całą tą sytuację. Niestety nie ma dowodów ...
Można usłyszeć już jak śpiewają ptaki, jak dzieci krzycząc bawią się na placu zabaw. Jedno z nich, mała dziewczynka o brązowych włosach, wyróżnia się spośród nich. Jest nieśmiała i trzyma się na uboczu.
Starsza pani podeszła do niej.
- Lydia, choć do nas, proszę. - powiedziała.
Spojrzała krzywo w bok.
- Ja chcę do dziadka ...
Lekko przerażona przedszkolanka odpowiedziała jej, jakby z przyzwyczajenia.
- Kochanie, jesteś teraz w przedszkolu. A dziadek ... robi pewnie to co zwykle. Chodź ze mną do reszty dzieci.
- Nie.
Spojrzała na nią twardo. Chyba postanowiła kolejny raz jej odpuścić. Niepotrzebnie się denerwowała. Tak jest za każdym razem.
- Dobrze, ale pamiętaj ... Nie oddalaj się od nas. Nie popełnij tych samych błędów, co twój dziadek.
Odwróciła się i odeszła.
"Co ona sobie myśli ... ? Całe miasto uważa, że jej ukochany dziadek jest ... dziwadłem. Dlaczego ? Czasami tylko słychać jakieś trzaski z piwnicy, gdzie trzyma swoje skarby. A poza tym jest bardzo fajny ...
Mama mówi że jest wielkim wynalazcą. Tylko tacie i innym nic nie pasuje. Twierdzą, że nic nigdy nie osiągnął, ani nie osiągnie. I jest chorym dziwakiem. Nie wiem co to znaczy. Usłyszałam, jak tak do niego mówili. Później płakał i zamknął się z powrotem w piwnicy. Jeszcze go przeproszą. I dostaną za swoje ..." - pomyślała dziewczynka.
***
11 lat później ...
- Mamo, zostało mi 10 minut !
Lydia chodziła po swym pokoju i sprawdzała czy przypadkiem czegoś nie zapomniała wziąć.
Spięła włosy, gdy zauważyła że jej długopis spadł pod szafkę z ubraniami.
Schyliła się, i wśród kurzu zauważyła że oprócz niego, jeszcze coś tam leży.
- Co to jest ... ? Ble ... ile tu kurzu ...
Była to stara fotografia. Przedstawiała młodego mężczyznę i uśmiechnięta kobietę, w podobnym wieku.
- Chm ... wygląda jak dziadek, ale ta kobieta ... No cóż, może później zapytam o te zdjęcie.
Położyła je na biurko, wzięła plecak i przypomniała sobie, że nie się z nim nie pożegnała.
Zbiegła po schodach, otworzyła drzwi do piwnicy i wśród ogólnego hałasu zawołała go.
Nie odpowiedział. "No tak, pewnie znowu próbuję przyspawać tamten zderzak do jego samochodu." - pomyślała. Zepsuł się, i jest trochę zdenerwowany, bo przerwał sobie pracę nad jego "wynalazkiem życia".
Nie będę mu przeszkadzać.
Zamknęła drzwi i delikatnie się wycofała. W pokoju obok jej ojciec jeszcze spał. A przynajmniej miała taką nadzieję.
Obróciła się, i niestety właśnie on za nią stał. Przełknęła ślinę.
- O boże, tato! Obudziłam cię ... ?
Spojrzał na nią wymownie.
- Obudzić, to mało powiedziane. Pracuję codziennie 10 godzin, żebyś miała co jeść, i za co kupować nowe książki, więc chociaż chcę się wyspać! - wycedził - Może to tylko twój ... kochany dziadek znowu coś psuje w naszej zatrutej piwnicy, ale po cholerę otwierałaś te drzwi, i stałaś tam jak głupia, wiedząc że ja chcę się wyspać, a stamtąd dochodzą bardzo nie miłe odgłosy.
- Och, tato ... Przepraszam. Ale ja tylko chciałam się z nim pożegnać.
- Nie rób tak więcej.
- Dobrze, tato.
Spojrzała w dół. Zaległa kilkusekundowa cisza, po czym ojciec przytulił córkę. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Lydia, ja po prostu nie chcę, żebyś była taka jak on.
Wysunęła się z jego objęć.
- Tato, to moja rodzina, tak samo jak ty. A poza tym, nie możesz decydować o tym, jaka jestem i jaka będę. I wybacz mi, ale idę do szkoły.
Wzięła plecak, i zdenerwowana wyszła z domu.
Jest już spóźniona, a do tego będzie miała zły humor przez niego. Ale nie zapomniała o tajemniczym zdjęciu.
Wszystko po szkole ...
poniedziałek, 2 września 2013
Historia bez nazwy, cz.5
Co to? Szpital ?
Pielęgniarki, doktor. No raczej tak.
Ale co ja tu robię ? Jak długo tu jestem ?
Tysiąc pytań na minutę. Ale to źle, że chcę dowiedzieć się o co tu chodzi?
O, podeszła do mnie ...
- Louise, słyszysz mnie ? - powiedziała jedna z pielęgniarek.
- T-tak... - ledwo wyszeptałam. - C-co mi jest ?
Odzyskałam trochę sił, i chciałam się zorientować, co i jak. Ale nie pozwoliła mi.
- Kochanie, nie możesz jeszcze wstawać.
- Ech ... n-no dobrze ... A co mi się stało ?
- Moja droga ... Miałaś wypadek i masz złamaną rękę i ...
- Siostro ! - przerwał jej doktor, po czym szepnął - Nie możemy jej teraz mówić wszystkiego ...
- Pani chciała mi coś powiedzieć ? - zapytałam.
Pielęgniarka wyraźnie zakłopotana moim pytaniem i swoją wpadką, odpowiedziała:
- Em ... Nie moje dziecko. A teraz leż i odpoczywaj. Ja pójdę powiedzieć twoim rodzicom, że się obudziłaś.
- Oni tu są ?! O boże ... Co ja zrobiłam ..
- Nie przejmuj się tak. Twoja matka ... no cóż, jest specyficzna, ale zachowała spokój ... na chwilę.
- A pozostali ?
- Nikt nie wie, oprócz rodziny.
Nagle usłyszałam, jak ktoś krzyczy moje imię.
- Louise ! Czy wszystko w porządku ? Jak się czujesz ? Boli cię coś ?
Od tego bardzo rozbolała mnie głowa. Lekarz chyba to zauważył, albo wyczuł, w każdym razie odpowiedział tej osobie.
- Proszę pani, pani córka w tym stanie nie znosi jeszcze dobrze hałasów. A to i tak niezwykłe, że doszła do siebie po tak krótkim czasie.
- A co ... co jej jeszcze jest ?
- Może porozmawiamy o tym na korytarzu .. ?
- Nie. Chcę wiedzieć tu i teraz.
No tak ... To była moja mama. Jeśli chodzi o mnie, jest skłonna do wszystkiego, i tak łatwo się nie poddaje.
Tymczasem lekarz zastanawiał się co zrobić. Chyba zadecydował, że nie warto się z nią kłócić.
- Chm ... No cóż, z ręką już jest wszystko w porządku. Reszta złamań się leczy ... Lekkie rany i zadrapania już się wyleczyły .. A to wszystko w 4 dni. To nie do pomyślenia.
- To ... cud. Jak to możliwe ?
- Nie wiemy. A teraz wybaczy mi pani. Mam dużo pracy.
I odszedł. A mama stała zamyślona. W sumie, ja też nie wiedziałam, jak mogłam tak szybko dojść do siebie.
Podejrzewam, że śpieszyło mu się na naradę. W sali została tylko jedna pielęgniarka. Ciekawe czego dotyczyła ...
*******
- Panowie ... To nieprawdopodobny przypadek na skalę światową.
- Też tak myślę ...
Z końca sali przeszkodził mu jakiś głos...
- Proszę o ciszę. Nadal badamy, jak to możliwe. Nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć. Nigdy nie było takiego przypadku. Nikt nic o tym nie wie. Być może nikomu to się jeszcze nie śniło.
- Przepraszam. Czy zostanie wybrana komisja co do tego przypadku ?
Znowu mu przerwano .. Mrugnął okiem i odezwał się temu komuś.
- Jeszcze zostanie to ustalone ...
Za wszelką cenę, musi dowieść czemu ta dziewczyna jest taka niezwykła. Czemu jej rany goją się tak szybko. Śpiączka która trwała 4 dni ... Nie do pomyślenia.
Dostałby awans ... I zyskałby międzynarodową sławę ...
Pielęgniarki, doktor. No raczej tak.
Ale co ja tu robię ? Jak długo tu jestem ?
Tysiąc pytań na minutę. Ale to źle, że chcę dowiedzieć się o co tu chodzi?
O, podeszła do mnie ...
- Louise, słyszysz mnie ? - powiedziała jedna z pielęgniarek.
- T-tak... - ledwo wyszeptałam. - C-co mi jest ?
Odzyskałam trochę sił, i chciałam się zorientować, co i jak. Ale nie pozwoliła mi.
- Kochanie, nie możesz jeszcze wstawać.
- Ech ... n-no dobrze ... A co mi się stało ?
- Moja droga ... Miałaś wypadek i masz złamaną rękę i ...
- Siostro ! - przerwał jej doktor, po czym szepnął - Nie możemy jej teraz mówić wszystkiego ...
- Pani chciała mi coś powiedzieć ? - zapytałam.
Pielęgniarka wyraźnie zakłopotana moim pytaniem i swoją wpadką, odpowiedziała:
- Em ... Nie moje dziecko. A teraz leż i odpoczywaj. Ja pójdę powiedzieć twoim rodzicom, że się obudziłaś.
- Oni tu są ?! O boże ... Co ja zrobiłam ..
- Nie przejmuj się tak. Twoja matka ... no cóż, jest specyficzna, ale zachowała spokój ... na chwilę.
- A pozostali ?
- Nikt nie wie, oprócz rodziny.
Nagle usłyszałam, jak ktoś krzyczy moje imię.
- Louise ! Czy wszystko w porządku ? Jak się czujesz ? Boli cię coś ?
Od tego bardzo rozbolała mnie głowa. Lekarz chyba to zauważył, albo wyczuł, w każdym razie odpowiedział tej osobie.
- Proszę pani, pani córka w tym stanie nie znosi jeszcze dobrze hałasów. A to i tak niezwykłe, że doszła do siebie po tak krótkim czasie.
- A co ... co jej jeszcze jest ?
- Może porozmawiamy o tym na korytarzu .. ?
- Nie. Chcę wiedzieć tu i teraz.
No tak ... To była moja mama. Jeśli chodzi o mnie, jest skłonna do wszystkiego, i tak łatwo się nie poddaje.
Tymczasem lekarz zastanawiał się co zrobić. Chyba zadecydował, że nie warto się z nią kłócić.
- Chm ... No cóż, z ręką już jest wszystko w porządku. Reszta złamań się leczy ... Lekkie rany i zadrapania już się wyleczyły .. A to wszystko w 4 dni. To nie do pomyślenia.
- To ... cud. Jak to możliwe ?
- Nie wiemy. A teraz wybaczy mi pani. Mam dużo pracy.
I odszedł. A mama stała zamyślona. W sumie, ja też nie wiedziałam, jak mogłam tak szybko dojść do siebie.
Podejrzewam, że śpieszyło mu się na naradę. W sali została tylko jedna pielęgniarka. Ciekawe czego dotyczyła ...
*******
- Panowie ... To nieprawdopodobny przypadek na skalę światową.
- Też tak myślę ...
Z końca sali przeszkodził mu jakiś głos...
- Proszę o ciszę. Nadal badamy, jak to możliwe. Nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć. Nigdy nie było takiego przypadku. Nikt nic o tym nie wie. Być może nikomu to się jeszcze nie śniło.
- Przepraszam. Czy zostanie wybrana komisja co do tego przypadku ?
Znowu mu przerwano .. Mrugnął okiem i odezwał się temu komuś.
- Jeszcze zostanie to ustalone ...
Za wszelką cenę, musi dowieść czemu ta dziewczyna jest taka niezwykła. Czemu jej rany goją się tak szybko. Śpiączka która trwała 4 dni ... Nie do pomyślenia.
Dostałby awans ... I zyskałby międzynarodową sławę ...
sobota, 17 sierpnia 2013
Historia bez nazwy, cz.4
Tęczowe koła, białe koła. Gwiazdy, kwadraty, a teraz ... coraz bardziej skomplikowane kształty. Co to? Serce? Teraz chyba kości ...jakieś zwierzęta. Wiewiórka, orzeł, kuna, a teraz ... mały dziwny ptaszek z plamką na piersi. To krew ...
Zanim zdążyłam się nad tym zamyślić, widok już się zmienił. Tym razem były to kości do gry ...
A może mają coś oznaczać ?
Zwykłe kości, ludzkie, można powiedzieć że oznaczają bogactwo po spadku.
No ale ... zostali mi tylko rodzice. Może nie będę brała sobie tej wróżby do serca ...
Zaś kości do gry znaczą, że twój ukochany nie zasługuje na twoje uczucia ...
Pięknie, czemu ja ? Wiem, że to tylko przesąd, ale boję się tak samo.
Pewnie zastanawiacie się, skąd to znam? Babcia, ta tajemnicza, znała chyba cały słownik symboli.
Później kazała mi się go uczyć. Nie wiem czemu, ale to było proste.
A co to ? Czerwień. Jest wszędzie. I ten ostry ból ! Światło ...
Zanim zdążyłam się nad tym zamyślić, widok już się zmienił. Tym razem były to kości do gry ...
A może mają coś oznaczać ?
Zwykłe kości, ludzkie, można powiedzieć że oznaczają bogactwo po spadku.
No ale ... zostali mi tylko rodzice. Może nie będę brała sobie tej wróżby do serca ...
Zaś kości do gry znaczą, że twój ukochany nie zasługuje na twoje uczucia ...
Pięknie, czemu ja ? Wiem, że to tylko przesąd, ale boję się tak samo.
Pewnie zastanawiacie się, skąd to znam? Babcia, ta tajemnicza, znała chyba cały słownik symboli.
Później kazała mi się go uczyć. Nie wiem czemu, ale to było proste.
A co to ? Czerwień. Jest wszędzie. I ten ostry ból ! Światło ...
***
(czytając to, puść sobie tą piosenkę)
(czytając to, puść sobie tą piosenkę)
- Doktorze, co z nią?
- Pani Anderson, właśnie usiłujemy ją obudzić. - powiedział lekarz.
Joe przytulił Alice, która znowu zaczęła płakać. Kolejny wypadek w rodzinie. Powinni być przyzwyczajeni, ale nie wolno tak mówić. Jednak szczęście czasami przychodzi bardzo szybko.
- Panie doktorze, chyba ... chyba się udało. - oznajmiła przejęta pielęgniarka.
- Dobrze, już idę.
- A my ? Co z nią ? Możemy ją zobaczyć ... ?
Ale już go nie było. Wszedł do sali.
Jednak pielęgniarka która z nimi została, powiedziała że być może zobaczą dziś jeszcze swoją córkę.
***
- Louise, słyszysz mnie ? Louise !
Nic nie mów. Okropnie boli ...
- Louise, słyszysz mnie ?
Jawa czy sen ? Sama nie wiem ...
- Louis, otwórz oczy!
Ten głos jednak nie ucichnie, a poza tym, lepiej zrobić co każe ...
Ale ... to strasznie boli.
***
- Słuchajcie, jeśli nie otworzyła oczu, musimy ...
- Nie,nie,nie, nic się już nie da zrobić. Obrażenia są zbyt duże.
- Czemu nie dajecie jej szansy ? Jeśli ręka tak szybko się zagoiła, być może reszta zrobi to samo w tak krótkim czasie.
- Ale to jeszcze noga, kilka kręgów ... twarz. Będzie kaleką.
- Patrzcie ! Otwiera oczy. A nie mówiłem !
Rzeczywiście. Chora dziewczyna patrzyła na całą obradującą ekipę. Puls się wyrównał. Serce biło.
Jeden z lekarzy od razu zaczął sprawdzać inne funkcje życiowe. Pozostali tylko patrzyli zdziwieni.
- Kontakt ... prawidłowy. Serce ... puls ... w normie. Powiedzcie jej rodzicom, że mogą ją zobaczyć.
***
Matt długo zbierał się w sobie. Może i będzie kłamał, ale to wyjdzie im na dobre. A jeśli nie ?
Już i tak ma dużo problemów, zmartwień. Wypadek Suzan, szkoła. A do tego nie wie co się z nią dzieje...
Ale czuje że powinien to zrobić. To silniejsze od niego.
sobota, 10 sierpnia 2013
Historia bez nazwy, cz.3
Kilka następnych tygodni wyglądało prawie tak jak kiedyś. Prawie ...
Szkoła, przyjaciele, chłopak. Tyle że w innym wydaniu.
Suzan dalej była w szpitalu, a w szkole zaczęli mnie wyzywać. Nie wiem co ja im zrobiłam.
Może mieli już dość ofiary losu. Nie mam się komu zwierzyć. Brad jest moim chłopakiem. ale oddalamy się od siebie. Atmosfera jest napięta. Od czasu tego wypadku jest coraz gorzej ...
Postanowiłam wykorzystać swoje nowe prawko i pojechać gdzieś sobie, z dala od ludzi, od problemów.
Spakowałam się, pożegnałam z mamą i wyszłam. Nie jeździłam 2 miesiące. Muszę poczuć wiatr we włosach ! Od razu mi się polepszyło. Najpierw pojechałam do centrum, później bocznymi uliczkami, aż w końcu wyjechałam na opuszczoną drogę, prawdopodobnie prowadzącą na plażę.
Nie myliłam się, posiedziałam sobie samotnie 2 godziny, patrząc na ocean, zachodzące słońce i rodziny pakujące w pośpiechu swoje rzeczy.
Chm ... zamyśliłam się znowu ... Zaraz ! Pakujące się w pośpiechu ?!
Rzeczywiście, zbierało się na dość dużą burzę. Pociemniało, ale myślałam że to po prostu noc.
O nie ... muszę wracać ! Szybko podbiegłam do motoru, założyłam kask i pojechałam.
Jechałam dość szybko, nie wiem ile dokładnie bo się rozpadało. Czułam że ogarnia mnie przerażenie. Gdzieś w oddali błysnął piorun, może dwa. Motor zaczął się ślizgać, a ja nie umiałam nic zrobić. Wiedziałam co zaraz nastąpi. Jestem głupia ... Kocham was ...
Ciemność.
- Powiedziałaś do mnie J ?
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie mówiłaś tak do mnie chyba z 10 lat.
Alicia tylko się popatrzyła. Tak ... zapomniała o mężu. Całkowicie poświęciła się pracy i dzieciom, ale coraz bardziej czuje, że musi to zmienić. Jednak teraz liczy się bardziej córka.
- Kotku, jeśli ona nie pojawi się tu w ciągu 10 minut, to ...
Przerwał jej telefon.
- Halo ? Tak, co ?! Gdzie ona jest ? Czy wszystko w porządku ?! Co sobie zrobiła ?! Już jedziemy!
Krzyczała, nie umiała przestać. To było zbyt przerażające.
- Alice, Ali, przestań, co się stało ? - powiedział mąż.
- No co się mogło stać, Louise jest w szpitalu ! Miała wypadek, no i szczęście.
- Szczęście ?
- Tak, ktoś usłyszał hałas i poszedł sprawdzić co się stało. Musimy podziękować temu człowiekowi.
- Oczywiście, ale teraz lepiej jedźmy do niej.
Szkoła, przyjaciele, chłopak. Tyle że w innym wydaniu.
Suzan dalej była w szpitalu, a w szkole zaczęli mnie wyzywać. Nie wiem co ja im zrobiłam.
Może mieli już dość ofiary losu. Nie mam się komu zwierzyć. Brad jest moim chłopakiem. ale oddalamy się od siebie. Atmosfera jest napięta. Od czasu tego wypadku jest coraz gorzej ...
***
Miałam już dość stresu, kolejny raz pokłóciłam się z Brad'em, o Suzan. Ale wiem że nie o to chodziło. Jak w tak krótkim czasie może zepsuć się tyle rzeczy ?
Napiszę poradnik. We wszystkich językach.
***
Postanowiłam wykorzystać swoje nowe prawko i pojechać gdzieś sobie, z dala od ludzi, od problemów.
Spakowałam się, pożegnałam z mamą i wyszłam. Nie jeździłam 2 miesiące. Muszę poczuć wiatr we włosach ! Od razu mi się polepszyło. Najpierw pojechałam do centrum, później bocznymi uliczkami, aż w końcu wyjechałam na opuszczoną drogę, prawdopodobnie prowadzącą na plażę.
Nie myliłam się, posiedziałam sobie samotnie 2 godziny, patrząc na ocean, zachodzące słońce i rodziny pakujące w pośpiechu swoje rzeczy.
Chm ... zamyśliłam się znowu ... Zaraz ! Pakujące się w pośpiechu ?!
Rzeczywiście, zbierało się na dość dużą burzę. Pociemniało, ale myślałam że to po prostu noc.
O nie ... muszę wracać ! Szybko podbiegłam do motoru, założyłam kask i pojechałam.
Jechałam dość szybko, nie wiem ile dokładnie bo się rozpadało. Czułam że ogarnia mnie przerażenie. Gdzieś w oddali błysnął piorun, może dwa. Motor zaczął się ślizgać, a ja nie umiałam nic zrobić. Wiedziałam co zaraz nastąpi. Jestem głupia ... Kocham was ...
Ciemność.
***
- Co jest z nią ? Miała tu być godzinę temu ... - Alicia strasznie się denerwowała.
- Kochanie, może chciała zostać tam dłużej ? - odpowiada spokojnie Joe.
- Nie żartuj sobie, J. Wzięła motor. I jest noc. A do tego nigdy się nie spóźniała.- Powiedziałaś do mnie J ?
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie mówiłaś tak do mnie chyba z 10 lat.
Alicia tylko się popatrzyła. Tak ... zapomniała o mężu. Całkowicie poświęciła się pracy i dzieciom, ale coraz bardziej czuje, że musi to zmienić. Jednak teraz liczy się bardziej córka.
- Kotku, jeśli ona nie pojawi się tu w ciągu 10 minut, to ...
Przerwał jej telefon.
- Halo ? Tak, co ?! Gdzie ona jest ? Czy wszystko w porządku ?! Co sobie zrobiła ?! Już jedziemy!
Krzyczała, nie umiała przestać. To było zbyt przerażające.
- Alice, Ali, przestań, co się stało ? - powiedział mąż.
- No co się mogło stać, Louise jest w szpitalu ! Miała wypadek, no i szczęście.
- Szczęście ?
- Tak, ktoś usłyszał hałas i poszedł sprawdzić co się stało. Musimy podziękować temu człowiekowi.
- Oczywiście, ale teraz lepiej jedźmy do niej.
Historia bez nazwy, cz.2
Gdy szłam do szpitala ... było okropnie. W środku ? Jeszcze gorzej. On zawsze kojarzy mi się ze śmiercią, chorobą. Byłam tam gdy umierały mi obie babcie, dziadek i ciocia.
A teraz jeszcze nie wiadomo co, może się stać mojej przyjaciółce. Suzan wyglądała jak trup.
Blada, chuda, z podgrążonymi oczami. Nigdy nie chciałam jej takiej widzieć.
Musimy jej pomóc. Przesiedziałam obok niej całą godzinę, opowiadając o szkole, przyjaciołach.
Nie odezwała się, nie otworzyła oczu. Lekarze mówili że jej stan jest niepewny. W każdej chwili mogła zapaść w śpiączkę.
Ale ... zastanawiacie się jak to? Od zatrucia tabletkami ?
Okazało się, że brała je od dawna, a do tego nie tylko te, lecz cały zestaw.
Plus inne zabiegi, alkohol i imprezy. To o to chodzi. A my nie wiedziałyśmy ...
Nawet się nie domyślałam ... Bardzo dobrze to ukrywała, miała jakiś cel ? Nie mam pojęcia ...
***
Gdy wychodziłam z sali, zobaczyłam w poczekalni tego całego Matt'a. To ten który powiedział mi o wypadku Suzan.
Nic nie powiedziałam. Popatrzyłam się tylko. Nawet nie zastanawiało mnie to, że być może między nimi coś jest. I wyszłam. Chciałam jak najprędzej wrócić do domu.
A teraz jeszcze nie wiadomo co, może się stać mojej przyjaciółce. Suzan wyglądała jak trup.
Blada, chuda, z podgrążonymi oczami. Nigdy nie chciałam jej takiej widzieć.
Musimy jej pomóc. Przesiedziałam obok niej całą godzinę, opowiadając o szkole, przyjaciołach.
Nie odezwała się, nie otworzyła oczu. Lekarze mówili że jej stan jest niepewny. W każdej chwili mogła zapaść w śpiączkę.
Ale ... zastanawiacie się jak to? Od zatrucia tabletkami ?
Okazało się, że brała je od dawna, a do tego nie tylko te, lecz cały zestaw.
Plus inne zabiegi, alkohol i imprezy. To o to chodzi. A my nie wiedziałyśmy ...
Nawet się nie domyślałam ... Bardzo dobrze to ukrywała, miała jakiś cel ? Nie mam pojęcia ...
***
Gdy wychodziłam z sali, zobaczyłam w poczekalni tego całego Matt'a. To ten który powiedział mi o wypadku Suzan.
Nic nie powiedziałam. Popatrzyłam się tylko. Nawet nie zastanawiało mnie to, że być może między nimi coś jest. I wyszłam. Chciałam jak najprędzej wrócić do domu.
***
Chm ... co ja mam na biurku ? Czas zrobić listę. Muszę się czymś zająć.
- spinacze, naklejki, klej itp.
- "Nowicjuszkę" przeczytaną w połowie,
- podkładkę z motywem pajęczyn,
- tablicę korkową w remoncie,
- zdjęcia dziewczyn, rodziny, ulubionych miejsc, no i ... jego fotki,
Właściwie jak się poznaliśmy ? Może czas powspominać. Zamyśliłam się ...
Najdziwniejsze w naszym związku jest miejsce, gdy się pierwszy raz zobaczyliśmy ...
Byłam na pogrzebie babci. Mojej ukochanej i tajemniczej babci, której mogłam zwierzyć się ze wszystkiego, zaufać na 100%. Ona też mi co nie co zdradzała ... Ale nie o to chodzi.
On przyszedł ze swoją babcią, która ponoć była jakąś przyjaciółką mojej i po prostu przyszedł z nią na pogrzeb. Trochę z nim gadałam, gdy przyszedł wyrazić swe ... współczucie.
Szczerze. Bo jak się okazało, sam dobrze wiedział jak to jest stracić kogoś bliskiego ...
Gdy już trochę go poznałam, okazało się że mieszka niedaleko. Tylko chodzi do innej szkoły.
I tak się zaczęła nasza znajomość. Odwiedzałam go i jego babcię prawie codziennie. Bardzo mnie wspierali. Z czasem zaprzyjaźniłam się z nim, zaczęłam bliżej rozmawiać itp.
Po 2 latach wyznał że się we mnie zakochał, no i jesteśmy ze sobą.
Jesteśmy szczęśliwi i chyba nic nie może nas rozłączyć. Zwłaszcza teraz ....
poniedziałek, 29 lipca 2013
Historia bez nazwy cz.1
Zanim to wszystko się zdarzyło,
miałam szczerze mówiąc idealne życie.
Dwie najlepsze przyjaciółki, bogata rodzina, chłopak.
Dopiero jedna przełomowa propozycja zmieniła wszystko...
***
"Louise, kiedy się spotkamy? Buziaczki :**".
Takie sms każdego ranka od mojego ukochanego chłopaka zawsze sprawiały, że miałam motyle w brzuchu.
Niby zwykła wiadomośc tekstowa ... ale jak cieszy! Muszę przyznac, że każda randka z Bradem, bo tak temu aniołowi na imię, była po prostu wyjątkowa! Ma poczucie humoru, jest miły i troskliwy, a przede wszystkim dba o mnie. No i do tego przystojny ... Bóg, nie człowiek.
Zwykła niezwykła zakochana nastolatka, ot co. Ale trzeba wstawac, i iśc do szkoły... Chcę zostac psychologiem, więc muszę się starac. Oj... już 7:20 ! Nie zdążę ...
W pośpiechu ubrałam się, wzięłam mój granatowy plecak i zbiegłam na dół po spiralnych schodach.
Rodzice byli już w kuchni.
- Pa, mamo! - pożegnałam się.
- Pa, skarbie! Bądź grzeczna! - odpowiedziała.
- Mam 17 lat, ale dzięki, do zobaczenia !
I już mnie nie było. Tacie wolałam nie przeszkadzac. Jak zwykle od rana pracował nad nowymi projektami.
Wyszłam z domu i pobiegłam na przystanek. Tam spotkałam moją najlepszą przyjaciółkę, Katy. Przeprowadziła się tu, do bogatszej dzielnicy, z drugiego końca miasta gdy jej ojciec dostał awans, i został dyrektorem miejscowego banku.
- Hej, ślicznotko! - przywitała mnie wielkim uśmiechem.
- No hej! A gdzie Suzan?
- Sama chciałabym wiedziec ... A jak tam u ciebie? Kupiłaś ten błyszczyk, o którym ci mówiłam?
- Tak, dobra firma, ale taki sobie.
- No co ty! A z resztą, jestem wesoła, bo przyszła ta moja bluzka, którą zamówiłam.
- Ta z wielkim napisem " I love Ice-Cream, Bitches" ?
- No dokładnie !! Idealnie na mnie leży ...
Przerwałyśmy, bo właśnie nadjechał autobus. Wsiadłyśmy, a Katy dalej nadawała, do samiutkiej szkoły.
***
- Bince, nie śpij mi tu !
Wszyscy zaczęli się smiac, a przynajmniej ci, którzy także nie spali ... Jak zwykle pani z matmy,
Lucy Middleton, przyuważyła klasowego rozrabiakę na chrapaniu z tyłu klasy. Bo nikt nie ucieknie
przed czujnym okiem matematyczki ...
***
Gdy siedziałam z Katy na przerwie, zaraz po 1 lekcji, z zamartwiania się o Suzan, wyrwał mnie jakiś chłopak który do nas podszedł.
- Hej, czy to ty jesteś Louise? - zapytał.
- Tak, to ja, czy coś się stało? - odpowiedziałam zdziwiona.
- Co ?!
- Przedawkowała tabletki odchudzające.
- O mój boże ... A my ją ostrzegałyśmy...
- Ma za swoje ! - wtrąciła się Katy.
- Nie mów tak, musimy do niej iśc ! - oddałam jej. - Myślisz, że możemy do niej wpaśc ? A w ogóle, jak ci na imię?
- Matthew. Matt. Nie wiem. Musisz zadzwonic do jej rodziców.
- Dziękuję ci, że nam to powiedziałeś. To ... do zobaczenia, Matt.
Chłopak ostatni raz na mnie spojrzał, i odszedł. Był trochę ... dziwny. Tajemniczy. On ? Koło Suzan ?
Nie spodziewałabym się ... Chm ... mama Suzan, pani Parker, była bardzo miła, więc pomyślałam, że nie będzie problemów z odwiedzeniem chorej dziewczyny ...
CDN.
I jak ?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

