poniedziałek, 29 lipca 2013

Historia bez nazwy cz.1

Zanim to wszystko się zdarzyło,
miałam szczerze mówiąc idealne życie.
Dwie najlepsze przyjaciółki, bogata rodzina, chłopak.
Dopiero jedna przełomowa propozycja zmieniła wszystko...

***

"Louise, kiedy się spotkamy? Buziaczki :**". 
 Takie sms każdego ranka od mojego ukochanego chłopaka zawsze sprawiały, że miałam motyle w brzuchu.
Niby zwykła wiadomośc tekstowa ... ale jak cieszy! Muszę przyznac, że każda randka z Bradem, bo tak temu aniołowi na imię, była po prostu wyjątkowa! Ma poczucie humoru, jest miły i troskliwy, a przede wszystkim dba o mnie. No i do tego przystojny ... Bóg, nie człowiek. 
 Zwykła niezwykła zakochana nastolatka, ot co. Ale trzeba wstawac, i iśc do szkoły... Chcę zostac psychologiem, więc muszę się starac. Oj... już 7:20 ! Nie zdążę ...
 W pośpiechu ubrałam się, wzięłam mój granatowy plecak i zbiegłam na dół po spiralnych schodach.
Rodzice byli już w kuchni.
- Pa, mamo! - pożegnałam się.
- Pa, skarbie! Bądź grzeczna! - odpowiedziała.
- Mam 17 lat, ale dzięki, do zobaczenia !
 I już mnie nie było. Tacie wolałam nie przeszkadzac. Jak zwykle od rana pracował nad nowymi projektami.
Wyszłam z domu i pobiegłam na przystanek. Tam spotkałam moją najlepszą przyjaciółkę, Katy. Przeprowadziła się tu, do bogatszej dzielnicy, z drugiego końca miasta gdy jej ojciec dostał awans, i został dyrektorem miejscowego banku.
- Hej, ślicznotko! - przywitała mnie wielkim uśmiechem.
- No hej! A gdzie Suzan? 
- Sama chciałabym wiedziec ... A jak tam u ciebie? Kupiłaś ten błyszczyk, o którym ci mówiłam?
- Tak, dobra firma, ale taki sobie. 
- No co ty! A z resztą, jestem wesoła, bo przyszła ta moja bluzka, którą zamówiłam.
- Ta z wielkim napisem " I love Ice-Cream, Bitches" ?
- No dokładnie !! Idealnie na mnie leży ...
Przerwałyśmy, bo właśnie nadjechał autobus. Wsiadłyśmy, a Katy dalej nadawała, do samiutkiej szkoły.
                                                         
                                                                               ***
- Bince, nie śpij mi tu !
 Wszyscy zaczęli się smiac, a przynajmniej ci, którzy także nie spali ... Jak zwykle pani z matmy, 
Lucy Middleton, przyuważyła klasowego rozrabiakę na chrapaniu z tyłu klasy. Bo nikt nie ucieknie
przed czujnym okiem matematyczki ...
                                                                               ***
Gdy siedziałam z Katy na przerwie, zaraz po 1 lekcji, z zamartwiania się o Suzan, wyrwał mnie jakiś chłopak który do nas podszedł.
- Hej, czy to ty jesteś Louise? - zapytał.
- Tak, to ja, czy coś się stało? - odpowiedziałam zdziwiona.


- No ... mieszkam obok twojej przyjaciółki, Suzan. Ona ... miała wczoraj wypadek, i wylądowała w szpitalu.
- Co ?!
- Przedawkowała tabletki odchudzające.
- O mój boże ... A my ją ostrzegałyśmy...
- Ma za swoje ! - wtrąciła się Katy.
- Nie mów tak, musimy do niej iśc ! - oddałam jej. - Myślisz, że możemy do niej wpaśc ? A w ogóle, jak ci na imię?
- Matthew. Matt. Nie wiem. Musisz zadzwonic do jej rodziców.
- Dziękuję ci, że nam to powiedziałeś. To ... do zobaczenia, Matt.
 Chłopak ostatni raz na mnie spojrzał, i odszedł. Był trochę ... dziwny. Tajemniczy. On ? Koło Suzan ?
Nie spodziewałabym się ... Chm ... mama Suzan, pani Parker, była bardzo miła, więc pomyślałam, że nie będzie problemów z odwiedzeniem chorej dziewczyny ...

 CDN.

I jak ?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz