poniedziałek, 23 września 2013

Time cz.2

- Lydio Clarro Morgan. Oczywiście spóźnienie.
No tak. Jakże by inaczej.
Po rozmowie z ojcem wzięła rower i jak najszybciej pojechała do szkoły.
Szatnia była jak na złość zamknięta, a dozorca za nic nie chciał jej otworzyć.
- Otwiera się na sam koniec. Przerwy pierwszej oczywiście.
Uśmiechnął się złośliwie, po czym wziął miotłę i zaczął zamiatać. Spojrzała na niego ze wściekłością i odpowiedziała:
- Profesor Snape nie byłby zadowolony.
On także popatrzył na nią z nienawiścią, ale ta już się odwróciła i szła korytarzem.
" Przeklęty zwolennik Potter'a. Na swoje nieszczęście mam matematykę" - pomyślała.
Była dobra. Problem jednak tkwił w nauczycielu. I za nic nie chciał się rozwiązać.
Chyba każdy ma lub miał chociaż jednego nauczyciela. Ale ten się wyróżnia.
Przynajmniej dla Lydii.
Mówi się na takich double-dealing. Raz jest miły, sprawiedliwy, ma dobry humor.
A kiedy indziej uczniowie wolą mu nie podpadać. Gdy chodzi korytarzem robią mu przejście.
Nie wiem czy jego samoocena wtedy spada, czy wzrasta, ale zachowuje się jakby był najmądrzejszy na świecie. Bierze do rąk wskaźnik i maszeruje po klasie. Łypie na nich okiem i bierze do odpowiedzi bez konkretnego celu. Niektórzy myślą, że jest schizofrenikiem. Ona jednak się nie wtrąca. Mogą wyniknąć z tego jakieś kłopoty. Gdy weszła do klasy, starała się ocenić w jakim jest stanie. Na szczęście w tym pozytywnym. Trochę się speszyła, gdy wypowiedział jej nazwisko. Ale zaraz się uśmiechnął i poprosił by usiadła na miejscu. Po czym skończył to, co zaczął.
- Tak więc, jak już wiemy, potęgowanie to skrócony zapis mnożenia. Zanim nasza droga koleżanka nam przeszkodziła, wykonywaliśmy również zadanie pierwsze ze strony trzydziestej drugiej. Proszę otworzyć zeszyty i je dokończyć.
Wysłuchała go, po czym spytała się swoją najlepszą przyjaciółkę, która siedziała obok:
- Mary, odpisał ?
Ona zdziwiona obróciła się do niej, podparła głowę na ramieniu i wpatrywała się w nią dosyć mętnym spojrzeniem.
- Kto ?
- Jak nie wiesz kto ... No ON.
- Aha ... Przepraszam. Ale zanim ci odpowiem, wiedz, że ja twierdzę, iż ty mnie najprościej w świecie wykorzystujesz.
- Co ? Ja ?... Ależ skąd. To jest normalne w moim wieku, że chcę wiedzieć, co jakiś chłopak myśli o mnie.
- Jakiś ? Wczoraj był dla ciebie całym światem... Na te kilka minut przerwy. A do tego ten "jakiś chłopak" mieszka koło mnie, tak się składa.
- Och, ty wredna ...
- Dziewczyny! Jak tam zadanie pierwsze ? - przerwał jej nauczyciel.
- Bardzo dobrze panie Anderson. - odpowiedziała dźwięcznie Mary.
Lydia zastanawiała się, jak można mieć tak delikatny głosik. Do tego Mary mówiła wolno, co robiło na prawdę duże wrażenie. Jej najlepsza przyjaciółka była oczywiście jej rówieśniczką. Miała blond włosy, niebieskie oczy i drobną posturę. Nic, tylko myśleć że to prawdziwy elf siedzi z nią ławce !
Niestety lubi się droczyć. I nie zapomina.
- No i widzisz, jak to jest, gdy się nie uważa na lekcji - uśmiechnęła się. - Weź się lepiej za naukę.
- Ok, ale nie odpowiedziałaś mi na moje pytanie.
- Dobrze ,, Odpowiem. Odpisał.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i Mary spakowała swoje rzeczy i wyszła.
Lydia zagapiła się, ale to nadrobiła. Także wzięła swoje rzeczy i wybiegła z klasy w chwili gdy pan Anderson już miał zamykać.
- Na wszystko się pani dzisiaj spóźnia, pani Morgan.
- Tak, zauważyłam.

***

Mimo że sytuacja była dość prosta, nie udało się jej wyciągnąć niczego więcej.
Taka była Mary. Spróbuje jutro. Może się uda.
Gdy wróciła do domu, wrzuciła plecak do szafy, ponieważ nie chciała by coś przypominało jej ten obiekt, szkołę. Zeszła na dół i zapukała w drzwi piwnicy. Po chwili otworzył jej dziadek.
- Wnuczka, a co ty taka zdołowana ? Choć tu do mnie.
Przepuścił ją i weszła do środka. Jak zwykle było dość ciemno, ale statystycznie powinna zaraz wszystko widzieć.
- Lydio, a może chodzi o tego chłopaka ?
- O jakiego chłopaka, dziadku ?
- No tego, co mówiłaś, że się tobą interesował.
Usiadła na jednym z krzeseł. Tym, ze starego samochodu mamy.
- Nic nie wiem. Mary jak zwykle nie chce nic powiedzieć.
- Och ... Dokładnie taka jak babcia. Posłuchaj ... Wszystko się wyjaśni. Nie przejmuj się tym.
- Ależ dziadku, ja się tym nie przejmuję. Chcę tylko wiedzieć, o co mu chodzi - zaprotestowała.
- No dobrze .. Mam o nim nie wspominać ?
Spuściła wzrok i odpowiedziała:
- Jak chcesz...
Widząc to, postanowił jednak zmienić temat.
- A wiesz ... Zrobiłem coś dla ciebie.
- Co ? ...
- Masz, zobacz, leży na stoliku.
Wstała i podeszła do niego. To co tam leżało, było dziwnie powyginane, ale miało jakiś sens.
- Wiesz co to ? Ramka na zdjęcie. Z twojego starego roweru.
- Dziadku ! To ty go miałeś ? ...
- No tak. Stał tu sobie, a mi się nudziło. Nie gniewasz się ?
- Ależ skąd .. Jest cudna. Jak zwykle.
Uśmiechnęła się i go przytuliła. Odwzajemnił ten gest.
 Ale nagle przypomniała sobie o tej fotografii, którą znalazła pod szafą.
- Dziadku ... Mam taką sprawę.
- Tak ?
- Nie będę owijać w bawełnę. Dzisiaj rano znalazłam zdjęcie ... Przedstawiało mężczyznę i kobietę. Może wiesz, kto to ?
Dziadek wyraźnie spochmurniał. Było widać, że nad czymś się zastanawiał. Jego wzrok był nie obecny i nie poruszał się.
- Dziadku, coś się stało ?
Nagle się jakby ocknął, i powiedział:
- Pokażesz mi to zdjęcie ? O ile jeszcze je masz.
- Mam je ... Zaraz przyniosę.
Wstała i poszła do swojego pokoju. Co tak go zaniepokoiło ? Przecież to zwykłe zdjęcie.
A właśnie, jeśli chodzi o nie ... Zniknęło. Dosłownie. Nie było go na biurku.
- No nie ... Nie spadło, nie wyparowało. To gdzie jest ?

czwartek, 12 września 2013

Time, cz. 1

Hejo,
dziękuję za wsparcie przy imaginach o One Direction.

Ruszyłam w końcu moje 4 litery, i aktualnie piszę nową opowieść.
Zwiastunu nie będzie, bo mi wystarczy, że będziecie ją czytać i oceniać.

Powiem tylko, że to będzie związane z jedną z największych tajemnic wszechświata. Czasem ...

____________________________________________________________________________

Jestem normalną nastolatką, która prowadzi zwykłe życie. Dopiero inne, lecz podobne czynniki spowodują, że wszystko się zmieni. Zapraszam do mojej nieźle zwariowanej historii.

***
 Ta wiosna jest bardzo ciepła. Ludzie nie kryją się w swoich domach, tylko śmiało wychodzą na ulicę, przy której znajduję się moc kawiarenek. Prawie każde miejsce jest zajęte. Śpieszą się, żeby wziąć za darmo Times'a i wypić świeżą kawę. Mówią, że kiedyś jakiś poeta usiadł po drugiej stronie i namalował całą tą sytuację. Niestety nie ma dowodów ...
 Można usłyszeć już jak śpiewają ptaki, jak dzieci krzycząc bawią się na placu zabaw. Jedno z nich, mała dziewczynka o brązowych włosach, wyróżnia się spośród nich. Jest nieśmiała i trzyma się na uboczu.
Starsza pani podeszła do niej.
- Lydia, choć do nas, proszę. - powiedziała.
Spojrzała krzywo w bok.
- Ja chcę do dziadka ...
Lekko przerażona przedszkolanka odpowiedziała jej, jakby z przyzwyczajenia.
- Kochanie, jesteś teraz w przedszkolu. A dziadek ... robi pewnie to co zwykle. Chodź ze mną do reszty dzieci.
- Nie.
Spojrzała na nią twardo. Chyba postanowiła kolejny raz jej odpuścić. Niepotrzebnie się denerwowała. Tak jest za każdym razem.
- Dobrze, ale pamiętaj ... Nie oddalaj się od nas. Nie popełnij tych samych błędów, co twój dziadek.
Odwróciła się i odeszła.
"Co ona sobie myśli ... ? Całe miasto uważa, że jej ukochany dziadek jest ... dziwadłem. Dlaczego ? Czasami tylko słychać jakieś trzaski z piwnicy, gdzie trzyma swoje skarby. A poza tym jest bardzo fajny ...
Mama mówi że jest wielkim wynalazcą. Tylko tacie i innym nic nie pasuje. Twierdzą, że nic nigdy nie osiągnął, ani nie osiągnie. I jest chorym dziwakiem. Nie wiem co to znaczy. Usłyszałam, jak tak do niego mówili. Później płakał i zamknął się z powrotem w piwnicy. Jeszcze go przeproszą. I dostaną za swoje ..." - pomyślała dziewczynka.

***
11 lat później ...

- Mamo, zostało mi 10 minut !
Lydia chodziła po swym pokoju i sprawdzała czy przypadkiem czegoś nie zapomniała wziąć.
Spięła włosy, gdy zauważyła że jej długopis spadł pod szafkę z ubraniami.
Schyliła się, i wśród kurzu zauważyła że oprócz niego, jeszcze coś tam leży.
- Co to jest ... ? Ble ... ile tu kurzu ...
Była to stara fotografia. Przedstawiała młodego mężczyznę i uśmiechnięta kobietę, w podobnym wieku.
- Chm ... wygląda jak dziadek, ale ta kobieta ... No cóż, może później zapytam o te zdjęcie.
Położyła je na biurko, wzięła plecak i przypomniała sobie, że nie się z nim nie pożegnała.
Zbiegła po schodach, otworzyła drzwi do piwnicy i wśród ogólnego hałasu zawołała go.
Nie odpowiedział. "No tak, pewnie znowu próbuję przyspawać tamten zderzak do jego samochodu." - pomyślała. Zepsuł się, i jest trochę zdenerwowany, bo przerwał sobie pracę nad jego "wynalazkiem życia".
Nie będę mu przeszkadzać.
 Zamknęła drzwi i delikatnie się wycofała. W pokoju obok jej ojciec jeszcze spał. A przynajmniej miała taką nadzieję.
Obróciła się, i niestety właśnie on za nią stał. Przełknęła ślinę.
- O boże, tato! Obudziłam cię ... ?
Spojrzał na nią wymownie.
- Obudzić, to mało powiedziane. Pracuję codziennie 10 godzin, żebyś miała co jeść, i za co kupować nowe książki, więc chociaż chcę się wyspać! - wycedził - Może to tylko twój ... kochany dziadek znowu coś psuje w naszej zatrutej piwnicy, ale po cholerę otwierałaś te drzwi, i stałaś tam jak głupia, wiedząc że ja chcę się wyspać, a stamtąd dochodzą bardzo nie miłe odgłosy.
- Och, tato ... Przepraszam. Ale ja tylko chciałam się z nim pożegnać.
- Nie rób tak więcej.
- Dobrze, tato.
Spojrzała w dół. Zaległa kilkusekundowa cisza, po czym ojciec przytulił córkę. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Lydia, ja po prostu nie chcę, żebyś była taka jak on.
Wysunęła się z jego objęć.
- Tato, to moja rodzina, tak samo jak ty. A poza tym, nie możesz decydować o tym, jaka jestem i jaka będę. I wybacz mi, ale idę do szkoły.
Wzięła plecak, i zdenerwowana wyszła z domu.
Jest już spóźniona, a do tego będzie miała zły humor przez niego. Ale nie zapomniała o tajemniczym zdjęciu.
Wszystko po szkole ...

poniedziałek, 2 września 2013

Historia bez nazwy, cz.5

Co to? Szpital ?
Pielęgniarki, doktor. No raczej tak.
Ale co ja tu robię ? Jak długo tu jestem ?
Tysiąc pytań na minutę. Ale to źle, że chcę dowiedzieć się o co tu chodzi?
O, podeszła do mnie ...
- Louise, słyszysz mnie ? - powiedziała jedna z pielęgniarek.
- T-tak... - ledwo wyszeptałam. - C-co mi jest ?
Odzyskałam trochę sił, i chciałam się zorientować, co i jak. Ale nie pozwoliła mi.
- Kochanie, nie możesz jeszcze wstawać.
- Ech ... n-no dobrze ... A co mi się stało ?
- Moja droga ... Miałaś wypadek i masz złamaną rękę i ...
- Siostro ! - przerwał jej doktor, po czym szepnął - Nie możemy jej teraz mówić wszystkiego ...
- Pani chciała mi coś powiedzieć ? - zapytałam.
Pielęgniarka wyraźnie zakłopotana moim pytaniem i swoją wpadką, odpowiedziała:
- Em ... Nie moje dziecko. A teraz leż i odpoczywaj. Ja pójdę powiedzieć twoim rodzicom, że się obudziłaś.
- Oni tu są ?! O boże ... Co ja zrobiłam ..
- Nie przejmuj się tak. Twoja matka ... no cóż, jest specyficzna, ale zachowała spokój ... na chwilę.
- A pozostali ?
- Nikt nie wie, oprócz rodziny.
Nagle usłyszałam, jak ktoś krzyczy moje imię.
- Louise ! Czy wszystko w porządku ? Jak się czujesz ? Boli cię coś ?
Od tego bardzo rozbolała mnie głowa. Lekarz chyba to zauważył, albo wyczuł, w każdym razie odpowiedział tej osobie.
- Proszę pani, pani córka w tym stanie nie znosi jeszcze dobrze hałasów. A to i tak niezwykłe, że doszła do siebie po tak krótkim czasie.
- A co ... co jej jeszcze jest ?
- Może porozmawiamy o tym na korytarzu .. ?
- Nie. Chcę wiedzieć tu i teraz.
No tak ... To była moja mama. Jeśli chodzi o mnie, jest skłonna do wszystkiego, i tak łatwo się nie poddaje.
Tymczasem lekarz zastanawiał się co zrobić. Chyba zadecydował, że nie warto się z nią kłócić.
- Chm ... No cóż, z ręką już jest wszystko w porządku. Reszta złamań się leczy ... Lekkie rany i zadrapania już się wyleczyły .. A to wszystko w 4 dni. To nie do pomyślenia.
- To ... cud. Jak to możliwe ?
- Nie wiemy. A teraz wybaczy mi pani. Mam dużo pracy.
I odszedł. A mama stała zamyślona. W sumie, ja też nie wiedziałam, jak mogłam tak szybko dojść do siebie.
Podejrzewam, że śpieszyło mu się na naradę. W sali została tylko jedna pielęgniarka. Ciekawe czego dotyczyła ...

*******

- Panowie ... To nieprawdopodobny przypadek na skalę światową.
- Też tak myślę ...
Z końca sali przeszkodził mu jakiś głos...
- Proszę o ciszę. Nadal badamy, jak to możliwe. Nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć. Nigdy nie było takiego przypadku. Nikt nic o tym nie wie. Być może nikomu to się jeszcze nie śniło.
- Przepraszam. Czy zostanie wybrana komisja co do tego przypadku ?
Znowu mu przerwano .. Mrugnął okiem i odezwał się temu komuś.
- Jeszcze zostanie to ustalone ...
Za wszelką cenę, musi dowieść czemu ta dziewczyna jest taka niezwykła. Czemu jej rany goją się tak szybko. Śpiączka która trwała 4 dni ... Nie do pomyślenia.
Dostałby awans ... I zyskałby międzynarodową sławę ...